25/09/19

WESELE ZAGRANICZNE | PANAREA | GOSIA & MATEO

Wesele zagraniczne na wyspie Panarea

Czy słyszeliście o takiej małej włoskiej wyspie Panarea? Gosia i Mateo postanowili zorganizować tam swoje wesele zagraniczne. Miałem szansę nie tylko podziwiać jej piękno, ale i poznać niezwykłą historię tej wyspy. Bo to właśnie tu, na Morzu Tyrreńskim, wiele lat wcześniej Gosia poznała Mateo. Czy może być lepszy powód, niż odnaleziona miłość, by zorganizować wesele zagraniczne tam, gdzie to wszystko się zaczęło? 

Kameralne wesele zagraniczne na włoskiej wyspie Panarea

Wyspa Panarea jest najmniejszą ze wszystkich wysp należących do wysp Liparyjskich. Leży niedaleko Sycylii, a dostać się na nią można wodolotem lub promem. Jest tak mała, że praktycznie całą można przejść na piechotę, co zresztą polecam. 

Ta wyspa zachwyca swoim pięknem. Znajdziemy tu mnóstwo zieleni, która wtapia się w biało-niebieski krajobraz budynków. Całość, w połączeniu z lazurem wody, stanowi idealne miejsce na wypoczynek. Panarea jest tak romantyczna, że to wspaniałe miejsce nie tylko na podróż poślubną czy sesję. Jak zobaczycie na zdjęciach, to Panarea wspaniale nadaje się na organizację zagranicznego wesela. 

Gosia i Mateo wybrali tę wyspę z wielu powodów. To było miejsce, które zapoczątkowało ich związek. Dlatego, gdy rozważali organizację ślubu, jednogłośnie przyznali, że nie ma dla nich lepszej lokalizacji na świecie jak ta urocza wyspa. Rozważnie wybrali na ślub październik, gdy tłumy turystów już dawno odpłynęły, tak jak fale upałów. 

Kolejnym powodem wybrania Panarey za miejsce ślubu była atmosfera tej wyspy, wspaniałe lokalne jedzenie no i prawdziwe dobre wino. Co jak co, ale takie wesele musiało być dla gości wielką atrakcją. I przyznam szczerze, że nie tylko dla gości. Sam byłem zachwycony mogąc uczestniczyć w tym ślubie. Piękne miejsce i wspaniali ludzie to gwarancja udanego reportażu. 

Ślub na wyspie Panarea – jak z włoskiego filmu

Fotografując dzień ślubu Gosi i Mateo czułem się trochę jak na planie filmowym. Sceneria momentami wydawała się być nierealna. 

Wyobraźcie sobie klimat włoskich filmów przedstawiających małe miasteczko. Właśnie tak się czułem, jakbym pracował przy takiej produkcji. Zachwycało mnie tu wszystko. Od pięknego klimatycznego hotelu Lisca Bianca, po figowce rosnące dookoła. Miałem okazję trochę pochodzić dookoła hotelu i złapać też klimat wyspy. To wszystko tylko dodatkowo nastroiło mnie przed resztą dnia. 

Nie wiem czy to spokój tej wyspy tak wpłynął na atmosferę przygotowań, ale nikt tego dnia się nie spieszył. Przygotowania pana młodego w męskim gronie, panna młoda malowana na tarasie z widokiem na lazur morza. A wszystko na luzie. Relaks zapewniało otoczenie. Bo jak się stresować, gdy dookoła Ciebie jest tyle piękna? 

Jak wiecie detale spełniają ogromną rolę w reportażu. A tu moja estetyczna natura była mile połechtana. Kolory wyspy, biel i błękit, znalazłem dokładnie pod stopami. Na jednym z tarasów ceramika stała się tłem dla detali. A tuż przy hotelu znalazłem bananowce, pośród których sfotografowałem koronkową suknię Gosi. 

Miejsce przyjęcia także było ładnie zaaranżowane. Kameralność wesela sprawiła, że goście siedzieli przy jednym, długim stole. Na środku znalazły się świece, niskie dekoracje z kwiatów i limonek z cytrynami. Ale główną dekorację stanowiły genialne talerze. Biało-granatowy print nadawał stylu. A do tego papeteria, która ładnie wpisała się w całość stylizacji. Elegancko i z klasą. 

Ceremonia pod deszczową chmurką

Jesień, nawet na włoskiej wyspie, może przynieść deszcz. Ale kto by się tym przejmował, z pewnością nie Gosia i Mateo. 

Przygotowane wcześniej niebieskie parasole przydały się, gdy jeszcze przed ceremonią zaczęło padać. Świadkowie chronili parę młodą przed deszczem, a Gosia i Mateo skupiali się na treści przysięgi. Nikomu pogoda nie popsuła humoru, a całej ceremonii nadała nutki romantyzmu. 

Deszcz nie chciał nas tego dnia opuścić. Potem przerodził się w burzę, która jednak nie popsuła planów. Przyjęcie toczyło się swoim rytmem. Były toasty i przemówienia, tańce i rozmowy. A wszystko to gdzieś na maleńkiej wyspie na Morzu Tyrreńskim. 

Jeśli rozważacie organizację wesela zagranicznego to powiem Wam jedno – nie zastanawiajcie się tylko szukajcie swojego miejsca na zaślubiny.

1 komentarz

Łukasz Kozłowski

Świetne repo. Kolorystycznie troche kojarzy mi się z Santirini ;) Dobra robota. Zazdaszczam tak pieknych okolicznosci przyrody. Pieknie. Gratki

20:27 wrzesień 28, 2019
Odpowiedz